Boża historia i nasza historia [F. Sylwestrowicz]

[tekst autorstwa prelegenta Filipa Sylwestrowicza, źródło: antyteza.org]

Ludzie kochają dobre opowieści. Jako dzieci słuchamy bajek, później szukamy historii w książkach, filmach, czy nawet grach komputerowych. Często nasza biografia jest czymś co nas definiuje i o czym mówimy kiedy ktoś nas zapyta kim jesteśmy: przedstawiamy się np. jako weteran Drugiej Wojny Światowej, przedstawiciel Pokolenia ’68, uczestnik Strajków z 1988 r., etc.

Być może zabrzmi to trochę postmodernistycznie, ale bycie chrześcijaninem to uczestniczenie i utożsamianie się z Wielką Historią. Uświadomienie sobie tego faktu nadaje głęboki sens chrześcijańskiemu nabożeństwu – staje się ono środkiem łączącym naszą codzienność i naszą małą opowieść z Wiecznością i Bożą Opowieścią. Nad tym związkiem chciałbym się dzisiaj zastanowić.

Biblia opowiada historie: 

Jedną z pierwszych rzeczy jakie możemy zauważyć czytając Pisma Święte jest to, że zawiera ono wiele opowieści. Począwszy od Księgi Rodzaju poprzez historyczne narracje w Starym Testamencie, Ewangelie, Dzieje Apostolskie i Apokalipsę św. Jana – cała Biblia przemawia opowieściami o patriarchach, sędziach, królach i prorokach. Ale też i o prostytutkach, żebrakach oraz poborcach podatkowych. Historie te mówią o osobistych spotkaniach ludzi z Bogiem, ale i o tym jak Bóg działał w dziejach całego narodu oraz całego świata.

Dużo ważniejszą – choć może nie tak oczywistą na pierwszy rzut oka – obserwacją jest, że Biblia opowiada też jedną szczególną historię będącą jej przesłaniem. Chociaż spisywało ją tak wielu autorów i na przestrzeni tak długiego czasu, to wszystkie te pomniejsze opowieści łączy Wielka Opowieść o zbawieniu ludzkości. Zaczyna się ona od upadku w Edenie i obietnicy zbawienia (Rdz 3,15), potem ta obietnica jest coraz bardziej doprecyzowywana: zbawienie ma przyjść poprzez potomka Abrahama (Rdz 15; 17), który ma być prorokiem jak Mojżesz (Pwt 18) i następcą króla Dawida (2 Sm 7). Wreszcie zapowiedzi wypełniają się w osobie Jezusa Chrystusa i teraz oczekujemy na jego powtórne przyjście, sąd ostateczny i odnowę świata.

Ewangelia jest opowieścią: 

Nie jest przypadkiem, że o życiu Jezusa mamy aż cztery opowieści! Kościół apostolski nie przekazał nam zbioru homilii Jezusa, traktatu jak przyjąć wiarę chrześcijańską, czy księgi mądrości Jezusa. Zostawił nam cztery narracje opowiadające o jego publicznej działalności, śmierci i zmartwychwstaniu. Kiedy Szczepan w siódmym rozdziale Dziejów Apostolskich jest sądzony przed Sanhedrynem opowiada historię począwszy od powołania Abrahama. Kiedy Piotr głosi Ewangelię w dzień Zielonych Świąt to wskazuje na wypełnienie się Bożych obietnic w konkretnych wydarzeniach historycznych.

Przyglądając się jednemu z najbardziej zwięzłych starożytnych wyznań wiary chrześcijańskiej – Symbolowi Apostolskiemu – zobaczymy, że najbardziej podstawowe przekonania chrześcijańskie to właśnie opowieść:

(…) i w Jezusa Chrystusa, Syna Jego Jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego. Narodził się z Marii Panny, umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, zstąpił do piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał, wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga, Ojca Wszechmogącego, stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych. (…) 

Bycie chrześcijaninem to uczestniczenie w tej Wielkiej Bożej Opowieści. To świadomość, że moje życie i moja własna historia muszą zostać jej poddane. Przykłady samoidentyfikacji z jakimiś szczególnymi wydarzeniami historycznymi jakie podałem we wstępie pokazują, że mamy potrzebę uczestnictwa w czymś co ma znaczenie. Dopiero kiedy umieścimy nasze życie w jakimś szerszym kontekście, to nabiera ono sensu. Potrzebujemy jakiejś większej idei, która wyjaśni nam kim jesteśmy i do czego dążymy. Może nią być nią naród, klasa społeczna, ruch intelektualny, albo nawet nasza rodzina. Sądzę jednak, że wszystkie one same w sobie nie mogą nam zapewnić żadnego trwałego sensu – narody pojawiają się i znikają, ruchy intelektualne przebrzmiewają, rodziny wymierają. Dopiero chrześcijaństwo i Królestwo Boże nadają wieczny sens i wymiar naszemu życiu.

Nabożeństwo – punkt łączący naszą mała historię z Bożą wielką: 

W Wielkiej Historii nie uczestniczymy w pojedynkę – jesteśmy powołani jako społeczność: Ciało Chrystusa. Piąty rozdział Listu do Rzymian pokazuje bycie chrześcijaninem jako bycie w Chrystusie w opozycji do bycia w Adamie. Jest to obraz związany z ideą przymierza: Adam jest głową upadłej ludzkości, która w ich imieniu podjęła decyzję ściągającą przekleństwo na wszystkich. Chrystus jest głową odkupionej ludzkości, który w imieniu wszystkich mających w nim udział złożył ofiarę za grzechy. Jako chrześcijanie jesteśmy jego ludem, wspólnotą nowego przymierza.

Kiedy spotykamy się w niedzielę – w dzień pamiątki zmartwychwstania – czynimy szereg rzeczy, które łączą nasze codzienne życie z Wielką Historią. Kiedy słuchamy czytania Bożego Słowa oraz jego wykładu nasz Pan opowiada nam i przypomina swoją Opowieść. Używając języka teatralnego: zapoznajemy się ze scenariuszem. Pomaga nam to w świeży i nowy sposób spojrzeć na nasze życie w kontekście całości, której jest ono częścią.

Kolejną rzeczą jest śpiew i modlitwa – jest to nasza odpowiedź na Boże zwiastowanie. Uwielbiamy Pana za to kim jest i czego dokonał. Jest to coś co nas jednoczy jako Boży lud w reakcji na poznaną opowieść. Pan Bóg zaplanował jednak, żeby nasze uczestnictwo w nabożeństwie nie sprowadzało się wyłącznie do czynów: dlatego wspólnie przystępujemy do Wieczerzy Pańskiej. Sprawia ona, że nie tylko słyszymy historię i odpowiadamy na nią radością i uwielbieniem, ale też zostajemy do niej wciągnięci i stajemy się jej częścią. Jedząc i pijąc stajemy się jednym ciałem jako Kościół i mamy wspólnotę z głową Kościoła Chrystusem (1 Kor 10,16).

Credo – szczególny moment samoidentyfikacji: 

Chciałbym opowiedzieć jeszcze o jednej czynności – nie jest ona praktykowana w wielu zborach ewangelikalnych, ale jest częścią tradycyjnego nabożeństwa protestanckiego. Mam na myśli wspólne odmawianie Wyznania Wiary. W szczególny sposób łączy ono naszą historię z Bożą historią. Carl Trueman w The Creedal Imperative [1] wyróżnia trzy aspekty zastosowania Credo podczas nabożeństwa:

  1. Przypomina ono nam jako poszczególnym członkom Kościoła o naszej tożsamości w Bogu. W świetle współczesnych teorii filozofii języka [2] za pomocą wypowiedzi nie tylko przekazujemy informacje, ale i kreujemy pewną rzeczywistość. Modelowym przykładem takiego charakteru wypowiedzi jest Tak podczas ceremonii ślubnej. Wypowiadając Wierzę (…) dokonujemy samoidentyfikacji z Wielką Opowieścią. Wyznając jej najbardziej podstawowe treści nie tylko przypominamy je sobie, ale też określamy swoją tożsamość i swoje miejsce w historii.
  2. Zbór w ten sposób jednoczy się z Kościołem Powszechnym – starożytne Creda zawierają treści podstawowe dla wiary chrześcijańskiej, co do których cały Kościół się zgadza. Wypowiadając je dajemy wyraz naszej jedności nie tylko na poziomie lokalnym, ale i najbardziej podstawowej jedności wiary wszystkich chrześcijan. Deklarujemy, że jesteśmy częścią większej całości: Ciała Chrystusa.
  3. Oddajemy w ten sposób chwałę Bogu. Być może rzadko myślimy o wyznaniach wiary w ten sposób. Kiedy jednak zastanowimy się głębiej nad istotą uwielbienia, to polega ono na wyznawaniu kim Bóg jest i co uczynił. Dlatego w pieśniach i modlitwach często odnosimy się do niego jako do Stwórcy, Wszechmogącego, Zbawiciela etc. Treścią Symbolu Apostolskiego i Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskiego jest przede wszystkim właśnie to, że Bóg jest Trójcą Świętą i dzieło zbawienia. Wypowiadając te słowa głośno oddajemy Bogu chwałę za to kim jest i co dla nas uczynił.

Wnioski:

Chrześcijaństwo wyjaśnia sens i cel życia człowieka. Myślę, że postmodernizm (niezależnie od swoich wad) wyraża pewną słuszną intuicję – nasza podstawowa samoidentyfikacja wyraża się w opowieściach, nie w jakiejś abstrakcyjnej metanarracji. Z perspektywy chrześcijańskiej opowieścią nadającą sens istnieniu jest Historia Zbawienia. Nasze życie i nasze małe opowieści nabierają znaczenia dopiero jako jej część. Uzyskujemy w ten sposób świadomość własnej tożsamości jako człowieka urodzonego w upadłym świecie i zbawionego poprzez ofiarę Chrystusa, ale też poznajemy cel istnienia wszystkiego. Dlatego nie jesteśmy już dłużej beatlesowskim Nowhere Man’em, który: Doesn’t have a point of view, Knows not where he’s going to. Kolejną rzeczą, jaką chciałbym pokazać jest to, że nasz udział w Bożej Historii w szczególny sposób realizuje się we wspólnocie Kościoła. Nabożeństwo jest zaś Bożym środkiem pozwalającym nam na rozpoznanie naszej tożsamości – tej indywidualnej i tej wspólnotowej – oraz właściwe zorientowanie naszego codziennego życia w kontekście Wieczności. Poszczególne części nabożeństwa pomagają nam zrealizować ten cel, a pośród nich szczególnie pomocną wydaje mi się praktyka wspólnego wyznawania wiary.

[1] Carl R. Trueman, The Creedal Imperative, Wheaton 2012, s. 151. 

[2] Mam na myśli teorię aktów mowy J.L. Austina.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *